Chianti - kraina, o którą spierały się Florencja i Siena

Wzgórza między dolinami Pesy i Arbii wypadają mniej więcej w połowie drogi z Florencji do Sieny, a to w średniowieczu oznaczało kłopoty. Kraina, którą źródła nazywają Chianti, leżała dokładnie na styku dwóch stref wpływów, więc każdy grzbiet miał tu wartość wojskową, nie widokową.

Florencja rozwiązała problem administracyjnie. W 1384 roku stolicą Ligi Chianti została Radda, a do związku weszły jeszcze Castellina i Gaiole. Liga była autonomiczną jednostką z własnym statutem, sądownictwem i obowiązkiem pilnowania granicy - jedną z kilkudziesięciu, na jakie republika podzieliła swoje wiejskie terytorium. Jej godłem był czarny kogut na złotym tle.

Skąd kogut? Legenda mówi o dwóch jeźdźcach, którzy o pierwszym pianiu mieli wyruszyć naprzeciw siebie, a miejsce spotkania miało wyznaczyć granicę. Sieneńczycy wystawili białego, dobrze karmionego ptaka. Florentyńczycy czarnego, trzymanego o głodzie i w ciemności - zapiał na długo przed świtem, więc ich jeździec ruszył z ogromną przewagą i obaj spotkali się kilkanaście kilometrów od murów Sieny. Miejsce do dziś nosi nazwę Croce Fiorentina i leży tuż pod Castellina in Chianti. To opowieść, nie kronika, ale kogut był jak najbardziej rzeczywisty: godła florenckich włości Giorgio Vasari wymalował później na suficie Sali Pięciuset w Palazzo Vecchio. Czarny kogut przetrwał zresztą dłużej niż sama liga - dziś zdobi banderole win z tutejszego sangiovese, szczepu, o którym mówi się czasem, że to toskańska odpowiedź na pinot noir: równie kapryśny w uprawie i równie wiernie oddający charakter miejsca, z którego pochodzi.

Strada Chiantigiana - co zobaczyć na trasie z Florencji do Sieny

Droga SR222, zwana Chiantigiana, prowadzi przez wszystkie ważne miasteczka regionu. Pierwsze z nich to Greve in Chianti, przez wieki punkt na skrzyżowaniu szlaków pielgrzymkowych: Via Francigena i Via Volterrana. Sercem miasteczka jest Piazza Matteotti, plac o kształcie wydłużonego trójkąta, obudowany podcieniami. Przyjrzyj się łukom - żaden nie jest równy sąsiedniemu, bo każdy odcinek stawiał inny właściciel. Na środku stoi pomnik Giovanniego da Verrazzano, żeglarza, którego nazwisko nosi dziś most nad cieśniną u wejścia do portu w Nowym Jorku.

Kilometr wyżej leży Montefioralle, owalne miasteczko oplatające szczyt wzgórza dwoma pierścieniami zabudowy. Jest tu kościół Świętego Szczepana, kilka bram i dom, który tradycja przypisuje rodzinie Vespuccich. Obejście całości zajmuje kwadrans, a widok z murów obejmuje pół doliny.

Radda, Castellina i Gaiole - trzy miasteczka jednej ligi

Radda in Chianti stoi na grzbiecie na wysokości pięciuset trzydziestu metrów i zachowała średniowieczny plan w kształcie wydłużonej elipsy. Przy głównym placu wznosi się piętnastowieczny Palazzo del Podestà, którego fasadę pokrywa pięćdziesiąt jeden herbów kolejnych zarządców - najstarsze pochodzą z XV wieku, najmłodsze z XVIII. Tuż za murami zachowała się Ghiacciaia Granducale, wielkoksiążęca lodownia, do której ubijano zimowy śnieg, żeby latem mieć lód. Centrum jest zamknięte dla ruchu i przechodzi się je w dziesięć minut.

Castellina in Chianti była przez lata florencką strażnicą wysuniętą najdalej w stronę Sieny. Zostały po tym Rocca z czternastowieczną wieżą, mieszcząca dziś muzeum archeologiczne, oraz Via delle Volte - kryta uliczka wydrążona w grubości dawnych murów obronnych, chłodna nawet w lipcu. Na obrzeżach miasteczka leży etruski kurhan Montecalvario z czterema komorami grobowymi. Wstęp jest wolny, ale weź latarkę: światło w środku gaśnie po kilku minutach.

Wokół Gaiole in Chianti stoi najwięcej zamków w całym regionie - Vertine, Meleto, Barbischio i największy z nich, ceglany Brolio. Kilka kilometrów dalej leży Badia a Coltibuono, opactwo założone w 1051 roku i prowadzone przez benedyktynów z kongregacji z Vallombrosa aż do 1810 roku. W XV wieku rozbudowywano je pod patronatem Wawrzyńca Medyceusza.

Poderi i białe drogi - jak powstał ten krajobraz

To, co dziś fotografuje się z każdego zakrętu, jest wytworem systemu dzierżawy zwanego mezzadria. Gospodarz oddawał właścicielowi połowę plonów, a w zamian dostawał do prowadzenia podere, czyli samodzielne gospodarstwo z domem, oborą i kawałkiem stoku. Poderi rozsiały się po wzgórzach pojedynczo, każde z własnym szpalerem cyprysów przy drodze dojazdowej, i to one nadały tym wzgórzom rytm, który znasz z pocztówek.

Łączą je strade bianche - drogi z ubitego, tłuczonego wapienia. Latem kurzą niemiłosiernie, po ulewie potrafią się rozjeździć, ale prowadzą tam, gdzie asfalt nie sięga. Raz w roku wyrusza nimi L'Eroica, wyścig na zabytkowych rowerach startujący z Gaiole; trasy mają od czterdziestu sześciu do dwustu dziewięciu kilometrów i do trzech tysięcy siedmiuset metrów przewyższeń.

Kuchnia wzgórz - masarnie, młyny i kasztany

Chianti je konkretnie. W Panzano działa masarnia Daria Cecchiniego, który zrobił dla toskańskiej wołowiny więcej niż niejedna kampania promocyjna, a bistecca alla fiorentina to tutaj sztuka mięsa grubości czterech palców, podawana krwista i bez dyskusji. Jesienią otwierają się młyny olejarskie: zbiór oliwek przypada na listopad i wtedy w miasteczkach pachnie świeżo tłoczonym olejem, gorzkim i zielonym. Do tego kasztany, borowiki i owcze pecorino, dojrzewające czasem w popiele. Do stołu pije się tu oczywiście miejscowe czerwone - szukanie w karcie prosecco czy hiszpańskiej cavy mija się z celem, bo do krwistej wołowiny nic nie pasuje lepiej niż wino ze wzgórz, na które właśnie patrzysz.

Kiedy jechać i jak się poruszać

Bez samochodu obejrzysz najwyżej dwa miasteczka. Autobusy z Sieny docierają do Castelliny i Greve, ale kursują rzadko, zwłaszcza w weekendy. Drogi są wąskie i kręte, więc licz nie kilometry, tylko czas - dwadzieścia kilometrów bocznymi trasami to spokojnie czterdzieści minut.

Najlepsze miesiące to maj, czerwiec oraz wrzesień i październik. W lipcu i sierpniu wzgórza są rozgrzane, a parkingi pod murami zapełniają się przed dziesiątą. Pamiętaj o strefach ZTL, czyli ograniczonego ruchu w historycznych centrach - kamery działają, a mandat przychodzi pocztą. Raddę i Montefioralle zostaw na spacer, auto parkuj poniżej.

Na koniec

Wróć jeszcze raz pod Castellina in Chianti, do rozstaju nazwanego Croce Fiorentina. Nie ma tam nic poza krzyżem, drogą i widokiem na dwie strony doliny. Ale to właśnie tutaj, jeśli wierzyć legendzie, dwóch zmęczonych jeźdźców zatrzymało konie i przypadkiem narysowało granicę, która przetrwała ich obu o kilkaset lat. Warto stanąć w tym miejscu o świcie - choćby po to, żeby usłyszeć, jak w dolinie pieje pierwszy kogut.

Treść promocyjna